Na wyjazd z grupą z posesji.pl zdecydowałam się w ciągu kilku chwil. Wypadł mi wolny tydzień w ciągu wakacji, chciałam koniecznie popłynąć na żagle, z fajnymi ludźmi, w znośnej cenie i praktycznie od zaraz. Jadąc na rejs nie znałam nikogo, dokooptowano mnie do łódki Wolfa, na której wszyscy się świetnie znali, ale wydaję mi się, że dosyć szybko i mnie poznali (łódko Wolfa:)?) No i później było już tylko lepiej. Każdy dał się poznać z innej strony. Nasz dzielny sternik dbał o nasz komfort psychiczny robiąc nam odkrywcze psychotesty ;p, Marylka grała na gitarze, a reszta po prostu się opalała, gadała i opierdalała. Czyli mazurska sielanka. Polecam wszystkim i zawsze. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy :)
To było moje pierwsze – nagłe (!) – zderzenie z żaglami. No i taaak… bałam się. Trochę. Teraz o tym myśląc, zupełnie nie wiem o co mi chodziło. Tak więc jeśli masz pewne obawy, i nie wiesz czy się zdecydować na wyjazd z posesji , to teraz uważaj: sternicy naprawdę ogarnięci, a łódki... nie przewracają się znowu tak często.
A wieczory przy ognisku, z szantami… niezapomniane.
Świetnie zorganizowane, meeeega wakacje. Wyjazd z lipca ’09 na pewno nie będzie moim ostatnim spotkaniem z żaglami, no i z poesesjĄ:)
Pzdr.
Agnieszka Majcher
Spędziłam na żaglach niezapomniane 2 tygodnie wakacji, tak mi tego brakowało po powrocie ze wrześniu urwałam się ze szkoły aby jeszcze kilka dni móc spędzić na łódce.
Sternicy naprawdę super- wyluzowani ale tez zaradni- jeśli ktoś się boi nagłych zmian pogody na jeziorze i nieprzewidzianych sytuacji jakie mogą mieć miejsce- niech wyrzuci z głowy wszelkie obawy bo to naprawdę doświadczeni żeglarze z którymi można czuć się bezpiecznie na łódce ;)
Wyjazd na studencką kieszeń, a wspomnienia i nowe znajomości są bezcenne!
pozdrawiam.
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie żeglarstwem i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej,podobnie jak umiłowanie do podróży w moim przypadku. Dlatego też oczywiste jest to,że studenckie wyjazdy 'posesji' nie mają sobie równych. Stwarzają wręcz pewien rodzaj 'inwazji pasożytniczej'.
Kreatywność w działaniu oraz optymizm stworzyły wiele niezapomnianych momentów...przykład? falusy na łodziach były bardzo pussy magnet...;P
pzdr
Wyjazdy z posesji wspominam bardzo dobrze - co nie oznacza, że pamiętam wszystko, w końcu to są Mazury ;]
Sternicy, szanty, żeglarskie klimaty, wielu nowych znajomych oraz niezapomniane wspomnienia - jak coś jest dobre to nie trzeba się rozpisywać, po sesji jest marką samą w sobie, coś na obraz mazurskiej mekki dla studentów, li tylko ziszczenia się dziecięcych marzeń o anarchii na łodzi, wżdy każdy to wie, a kto nie wie temu radzę, niechże szybko pozna.
Wszystkie wyjazdy z chłopakami zawsze były udane, nawet majówka pod czas której non-stop padał deszcz.
Wszyscy sternicy są wyluzowani ( wiadomo jedni mniej inni bardziej - Pozdro Syci, Kurcyk ). Organizacja na najwyższym poziomie.
Plan na ile tylko warunki pozwalały zawsze był realizowany. Ciekawych przeżyć nigdy nie brakowało. Teoretycznie nadchodząca burza na Tałtach w nocy w sierpniu, czy przepływaniem Nautinerem30 przez stary kanał w Giżycku. A jak czasu brakuje to Nautinerem ze Sztynortu do Giżycka w 40minut jednym halsem na jednym refie też się robiło. Przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa na jachcie nie może się nic nikomu stać.
Co ważne trzeba pamiętać ze nie są to wyjazdy na których sternicy nas wożą. Najczęsciej bywa tak, że sternik ogranicza się do pływania, a załoga gotuje, zmywa, szoruje pokład itp.
Z tą ekipą przeżyłem naprawdę niesamowite 4 tygodnie pod żaglami w 2008 roku, i każdy kto pojedzie żeglować, a nie być wożonym może spodziewać się tego samego :)
Przy kreowaniu własnej wizji rzeczywistości odrzucilbym caly panujacy na swiecie lad i zostawilbym te oto wlasnie zagle jako wzor studenckich wyjazdow.
Jeśli chodzi o wyjazdy studenckie z posesji, muszę przyznać, że pojawiłam się na jednym z nich zupełnie przypadkiem, spontanicznie.
Mimo że jadąc tam nie znałam praktycznie nikogo, to w drodze powrotnej byłam bogatsza o wielu znajomych. Integracja na wyjeździe okazała się integracją z prawdziwego zdarzenia. Mimo często niedopisującej pogody, atmosfera była cały czas świetna. Poznałam niesamowitych ludzi, z którymi kontakt staram się utrzymywać cały czas, nawet jeśli brakuje czasu.
Dzięki temu, że dowiedziałam się mnóstwo na temat żeglowania, nie tylko w teorii, ale i w praktyce, zdecydowałam się zdawać na patent. Każdy z wyjazdów był inny na swój sposób, co nie zmienia faktu, że to dla mnie rewelacyjna przygoda, którą mam zamiar kontynuować na kolejnych wyjazdach!:)












